your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

A może by tak do Manchesteru nad morzem...

Po blisko roku od swojej premiery festiwalowej zawitał do kin w Polsce najnowszy film Kennetha Lonergana "Manchester by the Sea". Każdy kto śledzi uważnie przedoscarowe prognozy wie, że ten film jest jednym z faworytów do wygrania jednej lub nawet kilku statuetek. Czy rzeczywiście warto poświecić czas na podróż do amerykańskiego Manchesteru?

Postaram się nie zdradzać za dużo opisując jedynie ogólnie problematykę z jaką mamy tu do czynienia. Przede wszystkim jest to film o radzeniu sobie z trudnościami, które rzuca przed nas los na różnych etapach życia. Nie możemy cofać czasu, a więc albo możemy tkwić w smutku gdy coś lub kogoś stracimy, albo możemy iść dalej. Ten film opowiada właśnie o ludziach, którzy na pewno bardzo by chcieli iść dalej. Z drugiej strony pokazuje nam w mądry sposób także, że jest to często bardzo trudne. Poczucie winy, chęć naprawienia szkód, żal czy gorycz zostają w ludziach na długo. Bohaterowie filmu mają za sobą różne (jak my wszyscy) przeżycia, każdy szuka spokoju na swój sposób, ale jednak główną osią "Manchester by the Sea" jest szukanie pomocy u drugiego człowieka i to inni ludzie mają być największą nadzieją na to, że w końcu życie bohaterów stanie się (w miarę) normalne. Ogląda się to znakomicie.

Czas na krótki zarys historii: umierający brat głównego bohatera pozostawia po sobie nastoletniego syna. Nasz bohater (grany przez Casey'a Afflecka) zostaje jego opiekunem prawnym, co zmusza go do powrotu na stare śmieci. Wiem, scenariusz nie wydaje się być zbyt nowatorski, ale w filmie ta historia jest znacznie głębsza niż mój opis. Na tym kończę zdradzanie fabuły, bo nie chcę Wam odbierać przyjemności poznawania losów rodziny Chandlerów.

Czy Casey Affleck dostanie Oscara za rolę w tym filmie ? Moim zdanie na 100% tak. Przyszło mu zmierzyć się z trudną rolą do odegrania, a poradził sobie według mnie niesamowicie. To właśnie dzięki niemu wierzymy w całą tę historię podczas oglądania filmu. O ile jego starszy brat (wszystkim nam znany Ben Affleck) sprawdzał się jako aktor w popularnych blockbusterach głownie dzięki swojej prezencji, to Casey Affleck odgrywanie silnych emocji ma we krwi; w "Manchester by the Sea" bardzo dobrze balansuje między smutkiem/rozpaczą a prawdziwą radością. Nawet mało mówiąc - w porównaniu do reszty bohaterów - kradnie większość scen dla siebie.

W filmie jeszcze na duży plus można zaliczyć występ Lucasa Hedgesa w roli bratanka oraz znaczące epizody bardzo emocjonalnie grającej Michelle Williams. Muszę również pochwalić zdjęcia, które dopełniają klimatu całej tej opowieści. Muzyka jest nienachalna, ale dosyć ładna.

Jedyny minus jaki widzę to chyba jedynie to, że film trwa 2h 15 minut , co dla mnie nie było wcale wadą, bo bym jeszcze dalej oglądał, ale nie każdy musi lubić tak długie filmy prawie pozbawione scen akcji. Gatunkowo ten film to pełnokrwisty dramat i tu muszę wszystkich ostrzec: lepiej nie iść na niego w złym humorze, bo wyjdziecie zdołowani jeszcze bardziej.

Wracając do nagród: Oscara za najlepszy film pewnie nie będzie, bo konkurencja w tym roku jest bardzo duża. Jednak nie obraziłbym się gdyby Akademia jednak doceniła film Lonergana na przykład za scenariusz. Bo to znakomite kino i będę trzymał kciuki by jak najwięcej takich filmów pojawiało się w kinach.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook